06/09/2015

Wrześniowe „M jak mieszkanie” ze specjalnym dodatkiem

Temat małych mieszkań ma się całkiem nieźle w naszej prasie wnętrzarskiej. W ostatnich latach coraz łatwiej trafić na prezentację mieszkań do 50 mkw, coraz częściej też na rynku pojawiają się tematyczne dodatki. W ubiegłym roku Murator przygotował poradnik Małe mieszkanie. Jak najlepiej wykorzystać przestrzeń, teraz poszedł za ciosem i wiosną w kioskach można było kupić zgrabną książeczkę Małe mieszkanie. Ta sama książeczka robi aktualnie za bezpłatny dodatek do wspomnianego w tytule M jak mieszkanie. Co znajdziemy w środku? Continue reading

30/07/2014

Regał z przesłaniem

Przyznaję, iż przeglądając wnętrzarskie serwisy i magazyny, wielką uwagę poświęcam regałom na książki. Tego dobra nigdy za wiele, co więcej – trafić na ciekawy, dobrze zaprojektowany i pojemny mebel to niemal tak jak trafić w totka. Piątkę. Czyli zdarza się, ale nie za często. Tym bardziej ucieszyłam się, znajdując w sierpniowym „Dobrym Wnętrzu” takie cudo:

book2

Continue reading

16/04/2013

W internetowych „Czterech kątach” o urządzaniu małej kuchni

Czy jak powiem że wiosna za oknem to zapeszę czy jednak nie? anyway, wiosennych porządków i rewolucji nadszedł czas. Ambitny plan z doprowadzeniem regałów książkowych do pewnej kultury zrealizuję zapewne dopiero w okolicach weekendy, a tymczasem spieszę donieść, że na stronie „Czterech kątów” pojawiły się porady dotyczące urządzania małej kuchni. Tradycyjnie doczepię się, iż redaktorzy pod pojęciem „mała kuchnia” widzą coś, co dla mnie jest kuchnią średnią ze wskazaniem na całkiem sporą, ale akurat w tym temacie mam pogląd nieco spaczony. Bowiem tak się składa pechowo, ze duża kuchnia to coś, co mnie zawsze omijało.

Nic to, zerknijcie na wizualizacje: Urządzamy małą kuchnię

15/03/2013

Półka na książki do małego mieszkania

Projektanci wnętrz są zgodni: małego mieszkania pod żadnym pozorem nie należy przytłaczać meblami. Zapomnijcie o skórzanych narożnikach, o dębowych kredensach czy drewnianych stołach na dwanaście osób. Pomijając fakt, że poza wspomnianymi meblami nic więcej do małego mieszkania by nie weszło, jeden taki sprzęt zdominowałby na amen wnętrze. Co zatem pozostaje, trzeba rozglądać się za meblami które dobrze się w pomieszczenie wkomponują. Continue reading

30/01/2013

Jak pomieścić książki w mieszkaniu?

Wstań, powiedz nie jestem sam, jak lata temu śpiewał pewien pan.

Natemat.pl porusza dziś problem z jakim- o dziwo- zmaga się sporo naszych rodaków cierpiących na miłość do słowa drukowanego. Jeśli nie dysponujemy dużym mieszkaniem w domku bądź w przedwojennej kamienicy, w którym spokojnie możemy wydzielić jeden pokój z przeznaczeniem na zabudowanie tegoż od podłogi do sufitu regałami z książkami, i jeśli jednocześnie nasz księgozbiór liczy sobie więcej niż tysiąc pozycji to mamy problem.

 

Jak wspominałam niedawno, sposoby na przechowywanie książek to jeden z tematów bardzo dla mnie na czasie. Gdy dowolny tytuł wnętrzarski zaanonsuje taki tekst nie ma zmiłuj, muszę kupić. Zwykle potem tego zakupu żałuję, bowiem biblioteczki prezentowane na fotkach mieszczą tak na oko do 500 książek. Dla książkoholika to tyle co nic, bowiem problem z upakowaniem kilku setek knig wielce skomplikowanym nie jest. Przy – powiedzmy- dwóch tysiącach mamy logistyczną łamigłówkę do rozszyfrowania. Niegłupim rozwiązaniem jest postawienie regałów w dwóch rzędach- pierwszy, przy ścianie stoi sobie spokojnie jak Bozia przykazała, drugi zaś rząd, na szynach, kursuje wzdłuż pierwszego. W tyle upychamy książki mniej potrzebne, rząd z przodu liczy sobie jeden regał mniej niż w tyle, tak by zapewnić dostęp do całego księgozbioru i jeśli tylko strop wytrzyma to jesteśmy uratowani. Jak foteczkę odpowiednią znajdę to zamieszczę, bo bardzo pomysł ten mnie ujął.

 

Padło słowo: regały. I słusznie, bowiem regały są wielbicielom książek do życia niezbędnie potrzebne. Z doświadczeń zaprzyjaźnionych współuzależnionych wynika, że warto odżałować większy wydatek i zamówić u stolarza solidne, drewniane regały, robione na wymiar. Jeśli jednak nasze małe mieszkanie jest tymczasowym i mamy świadomość że wkrótce będzie można przenieść się z całą biblioteczką do większego pomieszczenia to meble na wymiar sobie odpuśćmy, zdając się na ofertę odpowiednich sklepów.

Skojarzenie numer jeden: IKEA. Na ten raz mówimy IKEA, myślimy Billy. Billy to klasyk. W sam raz na studencką kieszeń (bądź na kieszeń delikwentów na tak zwanym dorobku), pakowany w zgrabne prostopadłościany, nic tylko ładować na samochód i samodzielnie skręcać w domowych pieleszach. Cenowo od 149 zł (wersja czarna lub biała) po 199 zł, mówimy oczywiście o regałach 80x28x202. O takich:

Billyźródło: Ikea.com

 

Książki teoretycznie zmieszczą się tu w dwóch rzędach, spokojnie można ustawić obok siebie ze trzy takie regały, co da nam w sumie jakieś 27 metrów bieżących książek. Kolankiem upchniemy tam pod półtora tysiąca tytułów, zwłaszcza że jest możliwość dokupienia w sklepie dodatkowych półek. Można też uzupełnić regał o nadstawkę.
Ale uwaga- obciążenie półki do 30 kg.
Mając przyjemność korzystać z regałów Billy od ponad 10 lat obserwuję niestety stały spadek jakości tychże- im nowsze meble, tym półki bardziej się wyginają pod ciężarem książek. Dlatego też kolejne regały to już raczej nie będzie Billy. Jeśli pozostaniemy wierni produktom szwedzkim, to raczej potestujemy serię Hemnes. Wykonana z litego drewna powinna sprawdzić się lepiej niż regał z płyty wiórowej. Cena oczywiście odpowiednio wyższa (499 za regał pojedynczy, niemal 2 tys. za regał o szerokości 270 cm) ale półki powinny więcej wytrzymać:

 

hemnesźródło:  Ikea.com

 

Gdy Ikei pod ręką niet, to – parafrazując starą reklamę- jak dobrze, że Jysk jest tak blisko. Na temat jyskowych mebli generalnie nie mam najlepszego zdania, ale obiektywnie trzeba przyznać, że stosunek ceny do jakości jest całkiem uczciwy. W ofercie mają pięciopółkowy regał Lars (płyta wiórowa plus okleina, czyli coś jak Billy. Acz cena wyższa bo 249 zł), ale ciekawie wygląda regał Foxton (499 zł). Wykonany z litej akacji jest nieco szerszy (90 cm) i głębszy (35 cm) niż Billy, gdyby tak postawić kilka pod ścianą efekt mógłby być niezły.

 

regał LarsLars po lewej, Foxton po prawej, źródło: jysk.pl

A dla bardziej wymagających, ale nie stroniących od meblarskich sieciówek: Meble VOX. Najprostszy regał biblioteczny ma osiem półek, opcjonalnie można uzupełnić go o dostawkę, cena wyższa niż u poprzedników, bo 799 zł, ale mebel też większy (99x35x204) niż wyżej wymienione. Kolorystycznie szału nie ma, wybrać można dowolny kolor pod warunkiem że będzie to orzech.

regal VOX
źródło: meble.vox.pl

Innym dobrym rozwiązaniem jest regał dwustronny, znakomicie dzielący przestrzeń pomieszczenia. Ten dla odmiany oferowany jest wyłącznie w białym kolorze, asymetryczne półki, całość wykonana z płyty laminowanej plus możliwość dokupienia niewielkich skrzynek (999 zł wersja podstawowa regału):

VOX-Regal-dwustronnyźródło: meble.vox.pl

A na koniec produkt poniekąd powiązany z dzisiejszym tematem. Wprawdzie za dużo książek tam nie zapakujemy, ale też nie takie jest jego przeznaczenie. Powstał raczej z myślą o tych, którzy lubią czytać przed snem:

lozko z regałem
źródło: meble.vox.pl

Jak mawiają na blipie: #chce.to, mimo że do małego mieszkania średnio się nadaje :)

 

 

PS. A propos wnętrz w starych kamienicach, z regałami pod sam sufit. We wrocławskiej kawiarni „Literatka” coś w ten deseń mają, jest wielka szafa, jest pełno książek, jest klimacik.

24/01/2013

Nowa kolekcja Tchibo skrojona pod małe mieszkania

Ha! czyżbym całkowitym przypadkiem idealnie wpasowała się w czas i miejsce z założeniem tego bloga? Pierwsza była IKEA, jakby inaczej, która ze dwa albo i trzy lata temu promowała ciekawe pomysły na wygodne urządzenie małego wnętrza. Jak katalogów nie zbieram, tak ten gdzieś zachomikowałam, bo koncepty mieli dużej urody.

Teraz, zupełnie znienacka, zaatakowała mnie reklama marki Tchibo. O tym że mają w ofercie nie tylko kawę i ustrojstwa do jej parzenia i picia wiem od jakiegoś czasu, ale na ten raz w oczy bije banerek Sprytne pomysły na aranżacje małych przestrzeni. No to już musiałam kliknąć.

Wśród proponowanych pomysłów mają kilka zgrabnych wieszaków. Najbardziej ujął mnie ten składany, ale nie powiem by projekt rzucił wyżej podpisaną na kolana:

 

wieszak
Mebelek w sam raz do sypialni (przy założeniu, że małopowierzchniowi nie mogą sobie pozwolić na posiadanie odrębnej garderoby), a ponieważ potrzeba matką wynalazków to podejrzewam że w nagłej potrzebie mógłby zostać zdegradowany do roli banalnej suszarki na pranie.

 

Gdybym nie miała nadaktywnego dziecka lat niemal trzy, które regularnie włazi w każdy kąt, ze szczególnym uwzględnieniem miejsc chybotliwych, to poważnie rozważałabym zakup takiego taboretu:

 

taboret

On, mili moi, kołysze się na wszystkie strony. Jak dla mnie – bomba, acz bomba z opóźnionym zapłonem z uwag na wspomnianych wyżej nieletnich. Wyobraźnia bowiem podpowiada mi nader malownicze, choć zapewne nie przewidziane przez producenta, zastosowania mebelka w wykonaniu dzieci.

 

Produkt numer trzy, nad którym ewentualnie mogłabym się zastanowić, to stoliczek- pomocniczek z opcją ustawiania na trzy różne sposoby plus symboliczna półeczka na drobiazgi, które akurat chcemy mieć pod ręką.

 

stolik1

 

I jeśli chodzi o mnie to w zasadzie na tyle. Z Tchibo mam jeszcze ten problem, że ich produkty zazwyczaj bardzo podobają mi się w wersji internetowej. Gdy zaglądam do sklepu stacjonarnego to te same budzące zachwyt przedmioty radykalnie tracą na urodzie. Dziwna sprawa, ale oznacza to ni mniej ni więcej, że grafik dobrze wykonuje swoją pracę i dziewczynie/ chłopakowi jakaś premia by się należała. Ta kolekcja dostępna jest wyłącznie online, zatem do zobaczenia innym razem, Tchibo ;)

 

Wszystkie fotki ze strony Tchibo.pl

20/01/2013

Trofast- rodzicielskie ‚must have’

Być może powinnam to otagować sławetnym blipowym „wstydliwe wyznania”, ale podoba mi się to, co oferuje IKEA. Relację ceny do jakości ma chyba najlepszą na rynku (a już na pewno najlepszą spośród sieciowych producentów). Wzornictwo- całkiem, całkiem. Wprawdzie nimb kultowości marki powoli wydaje się zanikać i mieszkanie urządzone li i jedynie sprzętem ikeowym to coraz rzadziej powód do dumy, ale nadal tysiące naszych rodaków Ikeę darzą nader ciepłymi uczuciami. Kto ma wątpliwości to zapraszam do nich na zakupy, jeszcze się nie spotkałam ze zjawiskiem pt. IKEA i pusto w sklepie ;)

Ale do rzeczy. Spośród naprawdę wielu genialnych pomysłów i propozycji do wnętrza, jedna wydaje się być pozycją obowiązkową dla posiadaczy małych dzieci. Ponieważ od pewnego czasu w ankietach przy pytaniu o wiek odhaczam rubrykę ’30-40′ to siłą rzeczy większość moich znajomych również jest na etapie posiadania mocno nieletniego potomstwa. I w zasadzie nie kojarzę znajomego/zaprzyjaźnionego domu,  w którym są małe dzieci, a w którym nie ma takiego oto regału:

Trofast

fot. ze strony ikea.com

 

Trofast to mebel wedle mojej oceny wspaniały. Uwielbiany przez rodziców, bowiem w pudełkach mieści się naprawdę dużo dziecięcych klamotów. Sprawdza się znakomicie jako przechowalnia przytulanek, klocków (zwłaszcza klocków Lego), kredek, pisaków, farb, małych zabawek, słowem całego szpeju jaki zwykle poniewiera się po podłodze i z którym doprawdy nie wiadomo co zrobić. Dzieciom pasuje, bowiem jest to mebel na który można się wspinać, można przysiąść na jednym ze ‚schodków’, można również potraktować regał jako sprzęt ułatwiający dostęp do wyżej położonych półek. IKEA standardowo zaleca umocowanie regału do ściany, aby całość nam się znienacka nie przewróciła, ale bez tego problemu być nie powinno, bowiem jest to sprzęt nader stabilny.

Szafka z obu stron wygląda tak samo, więc czy ustawimy ją pod ścianą w ten sposób, czy też obrócimy o 180 stopni większej różnicy nie robi. Pojemniki z tego co pamiętam kupuje się osobno, ma to ten plus że można sobie dowolnie skonfigurować zestaw. Oczywiście mebelek nadaje się nie tylko do pokoju dziecięcego, ale tam spełnia się ekstraordynaryjnie.
Czy polecam? no ba! Czy mam na stanie? oczywiście, i niewielką przesadą będzie jeśli stwierdzę, że życia sobie bez niego nie wyobrażam :)