11/03/2013

Polowanie na wiosnę

Wiosna, ta za oknem, coś się w tym roku nie spieszy. Wprawdzie kilka dni słonecznych i z bardzo jak na marcowe warunki przyzwoitą temperaturą nam podarowano, ale patrząc na to co za oknem się dzieje chce się powtórzyć niczym mantrę winter is coming. Zawołanie Starków, choć klimatyczne, niesie z sobą ostrzeżenie, stawia w stan pełnej gotowości, człowiek odruchowo zaczyna się rozglądać za łopatą do odśnieżania i solidnymi rękawiczkami. A umówmy się, to jednak nie jest to, co tygryskom chodzi po głowie. Czas skontrować mrozy i śnieżyce, a niewiele rzeczy nadaje się do tego lepiej na przedwiośniu niż okolicznościowe gadżety, oferowane od tygodni przez wnętrzarskie sklepy. Continue reading

28/02/2013

Sposób na 34 mkw

Internetowe wydanie „Czterech kątów” (z którymi w wersji drukowanej jakiś czas temu się bez żalu pożegnałam) pokazało dziś poprzez swój facebookowy profil bardzo zgrabną metamorfozę niewielkiego wnętrza. 34 mkw urządzane w czasach „późnego Gierka” za sprawą zdolnych architektów bardzo dobrze odnalazły się w XXI wieku.

Kuchnia połączona z salonem, przesuwane drzwi a nade wszystko fototapeta dużej urody- to składniki decydujące o powodzeniu projektu. Sprawdźcie sami :)

16/02/2013

Lampa ścienna do małego mieszkania

Coś długo nic na temat IKEA nie było, czas nadrobić zaległości… Okazja trafiła się sama, bowiem okazało się, iż lampa w pokoju dziewczynek wymaga pilnego dokręcenia. Jest wielce prawdopodobnym, że sprzęty jakie los rzucił do rzeczonego pokoju winny być wykonane ze wzmacnianych materiałów oraz skręcane przy pomocy śrub co najmniej tytanowych, zwykłe bowiem przedmioty najmarniej po pół roku wysiadają. Continue reading

14/02/2013

Metody na mały metraż

Przeglądając od dobrych parunastu miesięcy (powoli chyba mogę mówić o kilku latach) moje ulubione czasopisma dostrzegam pewną prawidłowość w udzielanych na ich łamach poradach. Porady dotyczą oczywiście żywotnej kwestii jak powiększyć przestrzeń w małym mieszkaniu. Metod jest co najmniej kilka, niektóre równoznaczne są z małą rewolucją (postarajcie się wyburzyć wszystkie ścianki działowe), większość wymaga przynajmniej minimalnego remontu, a co za tym idzie i nakładów pieniężnych, ale jest jedna rada, genialna w swej prostocie i co za tym idzie często stosowana. Continue reading

10/02/2013

Duże kubki

Spośród licznych mych nałogów, z pewnością ten związany z kolekcjonowaniem dużych kubków (i książek) przywiedzie mnie kiedyś do zguby. No, chyba że zamienię moje małe mieszkanie na przestrzenne wnętrze, co daj mi Boże, amen.
Na początek krótkie wyjaśnienie- kubek z definicji musi być duży. Bardzo rzadko używam w domu czegoś, co ma mniej niż 300 ml pojemności, w zasadzie głównie do sporządzenia diablo mocnej kawy stawiającej na nogi. Od 400 ml wzwyż zaczynam się przyglądać kubkom z uwagą, ładne naczynia o pojemności powyżej pół litra są rarytasem, a już sensowne kubeczki litrowe (pieszczotliwie zwane „doniczkami”) powodują szybsze bicie serca. Poważnie. Continue reading

08/02/2013

Dom Etgara Kereta – pomysł na mały metraż czy artystyczna instalacja?

Wychynęłam z głębi zimowych ferii, by zdążyć z tematem póki lutowy numer „Dobrego wnętrza” jest osiągalny w sprzedaży (mówiłam, że to durny pomysł sprzedawać prasę z wyprzedzeniem jednego miesiąca? mówiłam). „Dobre wnętrze” to magazyn z innej już półki niż omawiane wcześniej „Moje mieszkanie” i „M jak mieszkanie”. Dwa ostanie tworzone z myślą o odbiorcy masowym, DW natomiast stanowi przykład pisma o bardziej ekskluzywnych aspiracjach. Inny format, lepszy papier, klejony grzbiet, a w środku wnętrza o jakich niekiedy ani się śniło naszym filozofom plus przyzwoita dawka klasyki designu.

 

Tym razem od 78 strony mamy fotorelację poświęconą samotni ironisty. Faktycznie, jest to miejsce nietypowe. Sama idea, by pomiędzy dwa budynki wpasować pełnoprawne mieszkanie jest oryginalna. Oczywiście, nie chodzi tu o sam fakt zmieszczenia domu na rekordowo małej powierzchni, projektant sam mówi raczej o domu jak o artystycznej instalacji, prezentując na łamach czasopisma ideę połączenia nowego ze starym, scalenia dwóch epok, stworzenia pustelni dla osoby, która pracując w odosobnieniu chce zarazem utrzymywać stały kontakt ze światem zewnętrznym.

 

Keret's_house

fot. Panek/ źródło: Wikipedia.org

 

Dom jest rzeczywiście mikroskopijny. W najwęższym miejscu ma 92 cm, w najszerszym niewiele ponad półtora metra. Dwupoziomowy, ze wszystkim co teoretycznie do życia potrzebne: kuchnią, salonem, sypialnią, miejscem do pracy, łazienką. Jak zapewniają autorzy artykułu, rekordowo pomieściło się we wnętrzu 14 osób. Jednocześnie.
Meble na wymiar (w dosłownym tego słowa znaczeniu), ukłonem w stronę klasyki jest wieszak „Hang it All”, w roli kanapy poducha Miuki. Samo wnętrze sterylne, nowoczesne, minimalistyczne. Takiego domu nie da się przeładować klamotami, bo z przyczyn oczywistych nawet liczba durnostojek jest ograniczona.

 

Nic w zasadzie nie rozprasza, sprzątania zbyt wiele nie ma, jest to dom jednoosobowy (szczerze, na dłuższą metę trudno mi sobie wyobrazić pokojową koegzystencję z kimś jeszcze, podejrzewam że z ewentualnych domowych zwierzątek najlepiej sprawdzą się tu rybki. Nieduże). Dom Etgara Kereta to całkiem niegłupie miejsce do pracy, pod warunkiem że lubi się przebywać w swoim własnym towarzystwie. Takie też zadanie ma budynek pełnić, specjalna komisja z Keretem jako przewodniczącym ma ustalić, komu przypadnie w udziale pobyt w warszawskim domu, w ramach programu rezydencyjnego. Reflektujecie? ;)

 

aktualizacja 27.02.: Dom Kereta bierze udział w prestiżowym konkursie Archtizer A+. Dom Kereta został zakwalifikowany do grona finalistów w sekcji specjalnej poświęconej projektom, które oprócz wartości architektonicznej mają również aspekt społeczny – Architekture +Living Small donosi warszawska gazeta.pl. Głosowanie poprzez tę stronę trwa do 6 marca.

04/02/2013

Palety w charakterze mebli

Gdybym miała obstawiać, jaka aktualna moda za kilka lat się zdezaktualizuje to postawiłabym na meble wykonane własnym sumptem z (euro)palet, zwłaszcza takież stoliki. Postawiłabym parę złotych, że za kilkanaście lat reakcją na takie meble będzie zdumienie porównywalne z tym doznawanym podczas oglądania fotek modnych wnętrz z lat osiemdziesiątych. Z fototapetą na pół ściany, pudełkami po zachodnich papierosach ułożonymi w zgrabny stosik i piramidką z puszek po piwie i coli. Też zachodnich.

Sama idea na pierwszy rzut oka uroczo ekologiczna, dodatkowo pozwalająca na dopisanie sobie kilku cennych leveli w zakresie majsterkowania. Na drugi rzut oka podkreśla ona indywidualizm właścicieli, ich nonszalancję, a jeśli jeszcze mają przyjemność mieszkać w lokalu typu loft (lub tradycyjne mieszkanie z nutką industrialną) to takie stoliki naprawdę fajnie wyglądają. Okazuje się jednak, że mrowie a mrowie ludzi wpadło na pomysł zorganizowania sobie takiego stolika, przez co koncepcję indywidualizmu diabli wzięli.

 

legion

 źródło: made.com

 

Koń (europaleta) jaki jest każdy widzi. Najczęściej spotykaną wersją mebla stolik z palety  jest zgarnięcie powyższego, przetarcie papierem ściernym, dołożenie czterech kółeczek w charakterze nóg plus przycięte odpowiednio szkło w charakterze blatu. Można pomalować, można zabejcować, można zostawić w stanie surowym, pełna dowolność.

Ale, ale, okazuje się że nie samym stolikiem z europalet ludzkość żyje. Funkcjonują i nieźle się miewają łóżka, sofy, pufy, a nawet stoły i zagłówki łóżek, wykonane z rzeczonych europalet, i nie jest tak, że rządzą one w mieszkaniach studenckich. Na stronie Pallet Furniture  można przyjrzeć się bliżej pomysłom na takie mebelki, temat poruszała także ostatnio Domosfera.pl

 

01/02/2013

Rdza. Stylowa

Moda na postarzanie przedmiotów trwa w najlepsze. Przecierane meble zyskują szlachetną patynę, choć przed momentem kwalifikowały się do kategorii ‚nówka, funkiel, nieśmigana’. I ok, wprawdzie gdybym miała wybierać wolałabym autentycznie wiekowy sprzęt, ale ponieważ szeroko rozumiany styl prowansalskich kuchni całkiem do mnie przemawia, to jestem na tak.

Zgrzebne, postrzępione szmaty w charakterze hipermodnych ręczników czy zasłon to już nie moja bajka, na to jestem za mało dizajnerska, zaś solidne wielkopolskie geny po dziadkach absolutnie nie pozwalają nazwać tego sztuką. Te same geny alarm podnoszą, gdy w kolejnym czasopiśmie gospodarz lokum z dumą prezentuje obśrupaną szafkę, z malowniczo odłażącą farbą. Jest to mebel niewątpliwie z przeszłością, jednakże kojarzy mi się bardziej z szopą, niż z poczesnym miejscem w salonie. Ale powiedzmy, że to też da się jakoś wytłumaczyć.

Ale gdy w jednym z numerów mojego ulubionego „Dobrego wnętrza” przeczytałam w opisie metalowego krzesła, iż gospodyni zachowała stylową rdzę, to przyznaję, w lekki stupor popadłam. Rdza? Stylowa? Srsly?

31/01/2013

Ile metrów kwadratowych przypada w Europie na osobę?

Eurostat i GUS podzielili się z maluczkimi wiedzą na temat ilości metrów kwadratowych, przypadających na jednego mieszkańca w wybranych 15 państwach Unii Europejskiej.

Gdzie żyje się najlepiej? jeśli kochacie duże przestrzenie to rozważcie przeprowadzkę albo na północ, albo nieco bardziej na zachód. W krajach skandynawskich na brak miejsca w domu raczej nikt nie narzeka, przeciętny Duńczyk ma dla siebie 53 metry kwadratowe, Szwed 44,3 zaś Fin 38 metrów. Umówmy się, na takim metrażu da się już zaszaleć i tłumaczy to poniekąd popularność jaką cieszy się w świecie styl skandynawski. Przestrzeń, biel i dużo światła – i owszem, można sobie na nie pozwolić.

Wysoko w rankingu są także Austria (52,1) oraz księstwo Luksemburg (51,8), u naszych zachodnich sąsiadów są to 43,4 metry kwadratowe, a w ogarniętej kryzysem Hiszpanii 36,4 metra.

No dobrze, ale zgodnie z definicją bloga my tu raczej o małych powierzchniach mówimy. Są powody do dumy, jeśli chodzi o najmniejszą ilość metrów na osobę Polska załapuje się na podium. Bezkonkurencyjni są tu mieszkańcy Rumunii, którym musi wystarczyć 15 metrów kwadratowych na osobę. Nieco lepiej jest na Łotwie (17,9 mkw), i na trzecim miejscu Polska, z 24,7 metra /łebka. Po piętach depcze nam Litwa, z wynikiem lepszym zaledwie o 0,2 metra.

 

Pamiętajmy, że to statystyka. Statystycznie rzecz ujmując, ja i moje dwa koty mamy średnio po 3,33 nogi. Dobranoc.

 

bloki2

 

źródło: wyborcza.biz

30/01/2013

Jak pomieścić książki w mieszkaniu?

Wstań, powiedz nie jestem sam, jak lata temu śpiewał pewien pan.

Natemat.pl porusza dziś problem z jakim- o dziwo- zmaga się sporo naszych rodaków cierpiących na miłość do słowa drukowanego. Jeśli nie dysponujemy dużym mieszkaniem w domku bądź w przedwojennej kamienicy, w którym spokojnie możemy wydzielić jeden pokój z przeznaczeniem na zabudowanie tegoż od podłogi do sufitu regałami z książkami, i jeśli jednocześnie nasz księgozbiór liczy sobie więcej niż tysiąc pozycji to mamy problem.

 

Jak wspominałam niedawno, sposoby na przechowywanie książek to jeden z tematów bardzo dla mnie na czasie. Gdy dowolny tytuł wnętrzarski zaanonsuje taki tekst nie ma zmiłuj, muszę kupić. Zwykle potem tego zakupu żałuję, bowiem biblioteczki prezentowane na fotkach mieszczą tak na oko do 500 książek. Dla książkoholika to tyle co nic, bowiem problem z upakowaniem kilku setek knig wielce skomplikowanym nie jest. Przy – powiedzmy- dwóch tysiącach mamy logistyczną łamigłówkę do rozszyfrowania. Niegłupim rozwiązaniem jest postawienie regałów w dwóch rzędach- pierwszy, przy ścianie stoi sobie spokojnie jak Bozia przykazała, drugi zaś rząd, na szynach, kursuje wzdłuż pierwszego. W tyle upychamy książki mniej potrzebne, rząd z przodu liczy sobie jeden regał mniej niż w tyle, tak by zapewnić dostęp do całego księgozbioru i jeśli tylko strop wytrzyma to jesteśmy uratowani. Jak foteczkę odpowiednią znajdę to zamieszczę, bo bardzo pomysł ten mnie ujął.

 

Padło słowo: regały. I słusznie, bowiem regały są wielbicielom książek do życia niezbędnie potrzebne. Z doświadczeń zaprzyjaźnionych współuzależnionych wynika, że warto odżałować większy wydatek i zamówić u stolarza solidne, drewniane regały, robione na wymiar. Jeśli jednak nasze małe mieszkanie jest tymczasowym i mamy świadomość że wkrótce będzie można przenieść się z całą biblioteczką do większego pomieszczenia to meble na wymiar sobie odpuśćmy, zdając się na ofertę odpowiednich sklepów.

Skojarzenie numer jeden: IKEA. Na ten raz mówimy IKEA, myślimy Billy. Billy to klasyk. W sam raz na studencką kieszeń (bądź na kieszeń delikwentów na tak zwanym dorobku), pakowany w zgrabne prostopadłościany, nic tylko ładować na samochód i samodzielnie skręcać w domowych pieleszach. Cenowo od 149 zł (wersja czarna lub biała) po 199 zł, mówimy oczywiście o regałach 80x28x202. O takich:

Billyźródło: Ikea.com

 

Książki teoretycznie zmieszczą się tu w dwóch rzędach, spokojnie można ustawić obok siebie ze trzy takie regały, co da nam w sumie jakieś 27 metrów bieżących książek. Kolankiem upchniemy tam pod półtora tysiąca tytułów, zwłaszcza że jest możliwość dokupienia w sklepie dodatkowych półek. Można też uzupełnić regał o nadstawkę.
Ale uwaga- obciążenie półki do 30 kg.
Mając przyjemność korzystać z regałów Billy od ponad 10 lat obserwuję niestety stały spadek jakości tychże- im nowsze meble, tym półki bardziej się wyginają pod ciężarem książek. Dlatego też kolejne regały to już raczej nie będzie Billy. Jeśli pozostaniemy wierni produktom szwedzkim, to raczej potestujemy serię Hemnes. Wykonana z litego drewna powinna sprawdzić się lepiej niż regał z płyty wiórowej. Cena oczywiście odpowiednio wyższa (499 za regał pojedynczy, niemal 2 tys. za regał o szerokości 270 cm) ale półki powinny więcej wytrzymać:

 

hemnesźródło:  Ikea.com

 

Gdy Ikei pod ręką niet, to – parafrazując starą reklamę- jak dobrze, że Jysk jest tak blisko. Na temat jyskowych mebli generalnie nie mam najlepszego zdania, ale obiektywnie trzeba przyznać, że stosunek ceny do jakości jest całkiem uczciwy. W ofercie mają pięciopółkowy regał Lars (płyta wiórowa plus okleina, czyli coś jak Billy. Acz cena wyższa bo 249 zł), ale ciekawie wygląda regał Foxton (499 zł). Wykonany z litej akacji jest nieco szerszy (90 cm) i głębszy (35 cm) niż Billy, gdyby tak postawić kilka pod ścianą efekt mógłby być niezły.

 

regał LarsLars po lewej, Foxton po prawej, źródło: jysk.pl

A dla bardziej wymagających, ale nie stroniących od meblarskich sieciówek: Meble VOX. Najprostszy regał biblioteczny ma osiem półek, opcjonalnie można uzupełnić go o dostawkę, cena wyższa niż u poprzedników, bo 799 zł, ale mebel też większy (99x35x204) niż wyżej wymienione. Kolorystycznie szału nie ma, wybrać można dowolny kolor pod warunkiem że będzie to orzech.

regal VOX
źródło: meble.vox.pl

Innym dobrym rozwiązaniem jest regał dwustronny, znakomicie dzielący przestrzeń pomieszczenia. Ten dla odmiany oferowany jest wyłącznie w białym kolorze, asymetryczne półki, całość wykonana z płyty laminowanej plus możliwość dokupienia niewielkich skrzynek (999 zł wersja podstawowa regału):

VOX-Regal-dwustronnyźródło: meble.vox.pl

A na koniec produkt poniekąd powiązany z dzisiejszym tematem. Wprawdzie za dużo książek tam nie zapakujemy, ale też nie takie jest jego przeznaczenie. Powstał raczej z myślą o tych, którzy lubią czytać przed snem:

lozko z regałem
źródło: meble.vox.pl

Jak mawiają na blipie: #chce.to, mimo że do małego mieszkania średnio się nadaje :)

 

 

PS. A propos wnętrz w starych kamienicach, z regałami pod sam sufit. We wrocławskiej kawiarni „Literatka” coś w ten deseń mają, jest wielka szafa, jest pełno książek, jest klimacik.